Podsumowanie drugiego sezonu na działce

burakiewka rok2

Witajcie!!!

Świeci słońce, temperaturze udało się przekroczyć poziom zera w dodatnią stronę, wszyscy myślimy już o nowym ogrodniczym sezonie.

Dzięki temu przypomniało mi się, że nie było na blogu podsumowania sezonu poprzedniego.

Podobnie jak sezon pierwszy drugi także podzieliłam według kategorii tego, co się udało, a co nie.

Przemyślenia i komentarze poniżej. Zapraszam

 

 Co się udało

Rzodkiewka – w pierwszym sezonie była to jedna z roślin, która mi sprawiła najwięcej radości. Krótki okres wegetacyjny = częste zbiory = radość początkującego ogrodnika. W drugim sezonie zbiory były już mniejsze. Z jednej strony dlatego, że więcej miejsca poświęciłam na uprawę innych warzyw, z drugiej dość długo ziemia była zmarznięta, potem szynko zrobiło się ciepło i trzeci rzut rzodkiewki zamiast rozwijać korzenie zaczął kwitnąć. Nadal jednak uważam, ze rzodkiewka jest świetnia i nadal będę ją siać.

rzodkiewka

Mięta – w drugim roku zbiory mięty były jeszcze większe niż w pierwszym. Mamy początek marca, a ja jeszcze mam liście na kilka naparów. Uprawa bezobsługowa – polecam

 

Sałata liściowa – w pierwszym sezonie wysiewałam sałatę z nasion, w drugim kupowałam sadzonki. Jedna I druga metoda mi pasuje. Nasiona dają na pewno większą możliwość wyboru, a także pewność co do odmiany, którą siejemy. Kupione sadzonki są za to bardziej poręczne, mniej czasochłonne, ale nie mamy przy nich dużego wyboru.

_DSC0003-1

Poziomki – nie dosadzałam nowych roślin, stare jeszcze owocują. Jednak albo owocują słabiej albo ślimaki dobierały się do nich wcześniej niż ja.

 

Cukinia – podobniej jak rok wcześniej, absolutny hicior. W tym sezonie było więcej roślin i więcej zbiorów i więcej trzeba było rozdać. Cukinia jest fajna J

1 pazdzienika (32)-1

Cebula – sadziłam tym razem cebulki z dymki i zdecydowanie polecam tę metodę. Szczególnie do niewielkich warzywników. Uprawa z nasion jest powolna i główki cebul znacznie mniejsze. Przynajmniej tak było w moim przypadku.

 

Pomidory – umieszczam na ostatnim miejscu wśród sukcesów, bo już blisko im do porażki. Ponieważ jednak zbiory były dużo lepsze niż w roku poprzednim umieszczam je tutaj. Wydaje mi się jednak, że do optimum im jeszcze daleko. Nadal uważam, że zbyt późno zawiązują owoce i później większość nie zdąży dojrzeć przed pierwszymi przymrozkami. Kilka pomidorów padło także ofiarą ślimaków. Ślimaki pięknie wyjadły miąższ zostawiając mi coś na kształt wydmuszki ze skórki

1 pazdzienika (35)-1

 Co się nie udało

 

Papryka – papryka rosła na brzegu grządki, co jest równoznaczne z tym, że była na pierwszej linii ślimaków żywiących się moimi warzywami. Z trzech krzaczków przeżyły tylko dwa, zaowocował jeden, całe zbiory stanowiła raptem jedna papryka.

1 pazdzienika (26)-1

Marchew – zbiory lepsze niż w pierwszym roku, ale nadal słabe. Tym razem na szczęście nic jej nie zjadło. Może pomogło w tym sąsiedztwo cebuli. Za to dużo nasion nie wykiełkowało i to, co wyrosło, mimo że było zdrowe nie dało dużego plonu

 

Szpinak – totalna porażka, nie wykiełkował wcale

 

Groszek cukrowy – część zbiorów była fajna, groszek jest pyszny, ale nie zebrałam wszystkiego na czas i część strączków przejrzała. Zostawiłam je na nasiona, ale czuję, że potencjał groszku nie został wykorzystany

_DSC0030-1

 

W podsumowaniu nawiążę trochę do tego groszku. W zeszłym roku byłam na wakacjach w czerwcu. Super termin, ale niestety część roślin nie zniosła tego dobrze. Coś w rodzaju: „uschły z tęsknoty” J

Wszystko to, co było siane, sadzone w maju i zbiory przypadają na lipiec – sierpień przetrwało bez problemu. Ale warzywa, które właśnie w czerwcu należało zebrać już niestety nie udały się tak dobrze. Dotyczy to przede wszystkim właśnie groszku, a także rzodkiewki.

 

Z tematów mniej uprawowych, ale jak najbardziej działkowych, ściągnęłam ekipę, która przycięła trochę moje brzózki. Przy tych huraganach, orkanach i innych wietrzyskach, które zdarzają się w ostatnich latach, bałam się, że drzewa są już za wysokie i mogą stanowić zagrożenie dla altanki sąsiadów.

 

To tyle odnośnie zeszłego sezonu. Mogę teraz z czystym sumieniem rozpocząć nowy: Trzeci Sezon Burakiewkowy 🙂