Słoneczny weekend w towarzystwie gnoju

_DSC0917-17

Witajcie!

Swój poprzedni wpis zakończyłam słowami:

Mam nadzieję, że ten słoneczny początek października jest zapowiedzią dobrej pogody w całym miesiącu i będzie można w sprzyjających i przyjemnych warunkach przygotować ogródek do zimy. Czego sobie i wszystkim życzę 🙂

Wygląda na to, że życzenie się spełnia 🙂 Przynajmniej na razie. Pogoda jest piękna, a zajęcia na działce sprawiają mnóstwo przyjemności. Do tego stopnia, że w poprzedni weekend zdecydowałam się jechać na działkę dwukrotnie. Trochę za zimno, żeby nocować, więc niestety konieczne było wykręcenie dodatkowych kilometrów, ale uważam, że było warto. Przede wszystkim dlatego, że w sobotę mogłam przeznaczyć czas na to, czego tej jesieni jeszcze nie udało mi się zrealizować, a co od jakiegoś czasu planowałam: spacer po lesie zwany górnolotnie grzybobraniem 🙂 oraz przewiezienie trzech worów obornika końskiego. Ta druga akcja wymagała dodatkowo braku pasażerów w samochodzie, bo… cóż… nie każdemu pasuje taka aromaterapia 😉

Wory z obornikiem były niesamowicie ciężkie. Nie spodziewałam się, że aż tak. Na szczęście przy załadunku pomógł mi uczynny pan. A przy rozładuku jakoś wytarmosiłam te wory na taczke i przewiozłam w okolice grządek. Teraz nie wiem co z tym zrobic. Jeden wór wywaliłam bezpośrednio na grządki, ale drugi na razie czeka. W przyszłym roku na jednej z grządek planuję bób i sałatę, więc nie trzeba jej tak intensywnie nawozić. To może lepiej jeden wór na kompostownik? Nie wiem sama. Zostawiam decyzję do przyszłego tygodnia.

20171014962a

_DSC0272-2

_DSC0287-8

Po rozładowaniu i przewiezieniu tego gnoju wybrałam się na spacer do lasu 🙂 Było bardzo miło. Zbiory były żałośnie małe, ale spacer przedni 🙂 Przez dwie godziny nazbierałam mniej grzybów niż tydzień temu na burakiewce przez 15 minut 🙂

_DSC0269-1

Przez pozostałą część dnia, a także w niedzielę, cieszyłam się fajną pogodą i wyplatałam płotek dla nowej grządki.

Na działce moich rodziców przycinaliśmy ostatnio dużą wierzbę, więc pojawiło się od groma patyczków i patyków do zagospodarowania. Wybrałam sobie z tego takie, które mi najbardziej pasowały. Na początek grubsze patyczki na stelaż płotka, ostro przycięte ręcznie robionym przez mojego szwagra nożykiem. Takie poprzycinane patyczki poukładałam sobie we własnoręcznie wyplecionym koszyku, a następnie patrzyłam z zadowoleniem na to, że w XXI ludzie potrafią jeszcze coś własnoręcznie wytworzyć 🙂 Oto widoki, które sprawiły mi tyle radości:

_DSC0275-4

wierzba

nożyk od szwagra

_DSC0293-10

_DSC0281-6

_DSC0282-7

_DSC0296-11

Zrelaksowana i ukontentowana widokiem owoców pracy rąk ludzkich udałam się do warzywnika celem wyplatanie płotka dla nowej grządki. To będzie moja trzecia duża grządka i trzeci rodzaj obramowania. Pierwsza grządka ma ceglany murek. Druga grządka ma po dwóch dłuższych stronach bale drewniane z pnia sosny, którą wycinaliśmy. Trzecia będzie mieć płotek wyplatany z gałązek wierzby. Przygotowane patyczki powbijałam w ziemię w odległości mniej więcej jednej cegły od siebie. Później okazało się, że dla cieńszych patyczków idących poziomo była to odległość za duża, ale dla większych w sam raz. Kiedy płotek był już gotowy, przewiozłam zawartość jednego wora z gnojem na nowo powstałą grządkę. Zobaczcie etapy wyplatania płotka i efekt końcowy. Myślę, że fajnie to wyszło.

_DSC0297-12

_DSC0303-13

_DSC0744-14

_DSC0750-15

_DSC0910-16

_DSC0917-17

Na koniec znów życzę wszystkim samych słonecznych dni i dużo radości z prac na działkach i w ogródkach.