Ogrodnicy zimą

ogrodnicy-zima-copy

„W czasie deszczu dzieci się nudzą,
To ogólnie znana rzecz.
Choć mniej trudzą się i mniej brudzą się,
Ale strasznie nudzą się w deszcz” * 

Słowa tej piosenki przyplątały mi się, gdy zaczęłam się zastanawiać co robią zimą ogrodnicy. Czy to samo, co dzieci w czasie deszczu? Mniej się trudzą i brudzą, ale się nudzą?

W zasadzie powinni. W polskich warunkach ciężko znaleźć jakieś ogrodnicze aktywności, które przeprowadzałoby się zimą. Okej, jeśli mamy śnieżną zimę warto od czasu do czasu strząsnąć śnieg z krzewów, aby pod jego ciężarem nie połamały się gałęzie. Jeśli już posiadamy kawałek zielonego terenu, możemy pomyśleć o dokarmianiu ptaków. Przy czym wtedy KONIECZNIE należy to robić regularnie. Ale zasadniczo, zimą ogrodnicy raczej się nie przemęczają. O! Zimą ogrodnicy odpoczywają. To jest chyba dobra odpowiedź na pytanie co robią. Przez cały sezon uczciwie pracowali: najpierw siali, potem pielęgnowali i zbierali, wiec teraz mogą cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem i korzystać z nagromadzonych zapasów. Co jeszcze mogą robić? Ano przede wszystkim snuć plany na kolejny ogrodniczy rok. Rozmyślać jakie rośliny i nasiona kupią tym razem. Takie, które sprawdziły się w poprzednich latach? Czy może zdecydują się na jakieś eksperymenty? Mysi melon? Malinotruskawka? Burakiewka? 😛

Proponuję, aby w ramach zajęć zimowych zrobić inwentaryzację w torebkach z nasionami. Zanim w sklepach zacznie się sezon ogrodniczy, w Biedronkach i innych Lidlach będziemy się potykać o worki z ziemią i stojaki z nasionami, dobrze jest wiedzieć co konkretnie mamy w domu. Po co kupować kolejną torebkę nasion marchewki, jeśli się okaże, że w domu mamy ich już cztery 🙂 Przy okazji inwentaryzacji, zwróćmy też uwagę na datę ważności. Jeśli mamy nasiona przeterminowane, można przeprowadzić próbę ich kiełkowania. Na zmoczony papierowy ręcznik wysypujemy kilkanaście nasionek, owijamy całość folią i kładziemy na kaloryferze. Jeśli wykiełkuje jedno czy dwa nasionka, nie warto sobie nimi zawracać głowy i lepiej wyrzucić te pozostałe w torebce. Ale jeśli „współczynnik kiełkowalności” jest duży, to spokojnie możemy wykorzystać nasiona nawet jeśli według opakowania ich termin przydatności minął.

W długie zimowe wieczory, ogrodnicy, podobnie jak inni ludzie, mogą sobie sięgnąć po ciekawą książkę. Może dostaliście jakąś pod choinkę? W księgarniach mnóstwo jest albumów z pięknymi zdjęciami roślin, a także różnych poradników dla ogrodników i działkowiczów. Ja mam niewielkie rozeznanie w tej dziedzinie, ale mogę Wam polecić dwie książki, które sama przeczytałam. „Czas na działkę” Robina Sheltona, to lekka i napisana z humorem pozycja, o dwóch kumplach, którzy postanawiają wydzierżawić ogródek działkowy, a następnie założyć na nim warzywnik z prawdziwego zdarzenia. Pomimo licznych przeciwności i zerowej orientacji w temacie udaje im się osiągnąć sukces. Książka nastraja bardzo pozytywnie – jeśli takim nieogarniętym wariatom się udało, to dlaczego mnie miałoby się nie udać? 🙂 Druga książka, którą polecam to „Permakultura Seppa Holzera”. Autor w oparciu o własne doświadczenia opisuje metody prowadzenia gospodarstwa ekologicznego. Mamy tu praktyczne informacje o tym jak uprawiać ziemię w zgodzie z naturą, wykorzystywać zalety dostępnego terenu, nawozić rośliny ekologicznymi metodami, gdzie i jakie rośliny sadzić, aby dały dobry zbiór. Oprócz rad dotyczących roślin, są także rozdziały poświęcone hodowli zwierząt i uprawie grzybów.

ksiazki

Domyślam się, że w końcu nadejdzie taki moment, że faktycznie zaczniemy się nudzić. Albo co najmniej zaczniemy odczuwać ogromną chęć rozpoczęcia sezonu ogrodniczego. Zasiania czegoś, podlewania i patrzenia jak rośnie. Skąd to wiem? Miałam tak rok temu. Rozum podpowiadał, że wysiewanie pomidorów do doniczek w lutym nie jest dobrym pomysłem, ale nie dałam się przekonać. Efekty były oczywiście opłakane. Do maja pomidory urosły na metr, ale były mocno wyciągnięte i słabe. W rezultacie, po wysadzeniu na grządki długo nie mogły się pozbierać, późno zaczęły kwitnąć i nie zdążyły już owocować. Zatem nauczona własnym doświadczeniem, w tej kwestii odradzam Wam pośpiech. Jak wobec tego zaspokoić potrzebę uprawiania czegoś o tej porze roku? Mam dwa pomysły:

  1. Hodowla kiełków. Działalność spokrewniona z wysiewaniem rzeżuchy na Wielkanoc, ale poważniejsza. W końcu rzeżuchę uprawiają nawet przedszkolaki. My jesteśmy ogrodnikami, więc hodowlę możemy rozszerzyć na przykład o: rzodkiewkę, soczewicę, pszenicę, różne odmiany fasoli, słonecznik, a nawet  brokuł i kapustę. Wybór naprawdę jest duży. W sklepach dostępne są nasiona przeznaczone specjalnie na hodowlę kiełków. Poszukajcie.
  2. Uprawa roślin na parapecie do bieżącego spożycia. Ten pomysł ma więcej wspólnego z ogrodnictwem, bo rośliny będą rosły w ziemi. Więc: znajdujemy podłużną doniczkę, plastikowy pojemnik albo nawet tackę po pieczarkach z supermarketu. Pojemnik nie musi być głęboki, dobrze, żeby był w miarę szeroki. Zjemy rośliny zanim ich system korzeniowy mocno się rozwinie, więc część podziemna tym razem niezbyt nas interesuje. Wysiewamy nasiona dość gęsto – w odległości 1cm, może 1,5cm. Podlewamy i odstawiamy na parapet. Jak osiągną wysokość 3-4cm ścinamy równo z ziemią o zjadamy 🙂 Testowałam to na groszku cukrowym rok temu i wyszło fajnie. Młode pędy smakują podobnie do dojrzałych kuleczek. Może  przyjdą Wam do głowy jeszcze jakieś inne rośliny, które można tak uprawiać?
nasiona-na-kielki-kolekcja
Źródło: i.imged.pl

A czym Wy zajmujecie się w zimę? Prowadzicie jakąś działalność ogrodniczą, czy zamykacie łopaty i grabie w szopie i nie myślicie o działkowaniu aż do rozpoczęcia kolejnego sezonu? Przedstawicielom i jednej i drugiej grupy życzę, żeby odpoczęli i zregenerowali siły, bo już niedługo wiosna, czyli czas największej harówki na działkach i w ogrodach. Zatem trzymajcie się ciepło i wypoczywajcie skutecznie 🙂

 

*Kabaret Starszych Panów „W czasie deszczu dzieci się nudzą”